Derby dla Świebodzina! ZEW zdobywa teren rywala mimo osłabień kadrowych

Mecze derbowe to sól piłki ręcznej. To spotkania, w których tabela schodzi na drugi plan, a liczy się tylko tu i teraz. W miniony weekend TS ZEW Świebodzin udowodnił, że nawet w obliczu poważnych problemów kadrowych, nasza drużyna potrafi się zjednoczyć i wywieźć cenne zwycięstwo z trudnego terenu UKS Trójki Nowa Sól. Wygrywamy 33:28!

Zdziesiątkowana kadra, ale pełne serca do walki

Przed wyjazdem do Nowej Soli sytuacja w naszej szatni nie napawała optymizmem. Sztab szkoleniowy miał twardy orzech do zgryzienia, bowiem z gry wypadło aż trzech kluczowych liderów. Kontuzje wykluczyły z udziału w tym prestiżowym starciu Jędrzeja Jasińskiego, Jakuba Cenina oraz Szymona Kobeszko.

Wielu obserwatorów spodziewało się, że bez tych filarów gry, ZEW może mieć w Nowej Soli ogromne problemy. Nic bardziej mylnego. Zespół pokazał, że jego siłą nie są nazwiska, ale kolektyw. Od pierwszej minuty na parkiecie trwała elektryzująca walka, a wynik do przerwy – 15:12 dla ZEW-u – pokazał gospodarzom, że nie przyjechaliśmy tam na wycieczkę.

Maksym Popielecki – ściana w bramce

Kluczem do zwycięstwa w tak zaciętym meczu zawsze jest postawa bramkarza. W tym aspekcie Maksym Popielecki po raz kolejny udowodnił swoją wyborną dyspozycję. Popularny „Maks” momentami zamurował dostęp do naszej bramki, odbijając piłki w sytuacjach, które kibice gospodarzy widzieli już w siatce. Jego interwencje w kluczowych momentach meczu podcinały skrzydła rywalom i dawały impuls do kontrataków. To był występ na miarę derbów.

Ofensywna precyzja: Profesor Nowacki i Snajper Mieszkian

Skuteczna obrona to jedno, ale trzeba było jeszcze punktować. Pod nieobecność kontuzjowanych kolegów, ciężar gry w ataku wziął na siebie Mariusz Nowacki. Doświadczony rozgrywający wyśmienicie dyrygował poczynaniami ofensywnymi, obsługując kolegów podaniami i uspokajając grę w nerwowych momentach.

Prawdziwym fenomenem tego wieczoru był jednak Daniel Mieszkian. Rozgrywający ZEW-u zagrał mecz niemal idealny, notując 100% skuteczności rzutowej. Każda decyzja o rzucie kończyła się bramką. Taka pewność siebie w ataku była bezcenna, zwłaszcza w momentach, gdy Trójka próbowała niwelować straty.

Tytaniczna praca „Ministra Obrony” i gra w osłabieniu

Mecz obfitował w twardą, fizyczną walkę, co znalazło odzwierciedlenie w statystykach kar. Sędziowie podyktowali dla nas aż 28 minutowych kar, podczas gdy gospodarze odpoczywali na ławce tylko przez 14 minut. Grając tak długo w osłabieniu, musieliśmy wznieść się na wyżyny umiejętności defensywnych.

Tutaj na scenę wkroczył Marcin Nowicki, który wyrasta na nowego „Ministra Obrony” w naszej drużynie. Wraz z Martinem Osieckim wykonali tytaniczną pracę w środku pola. To dzięki ich nieustępliwości i fizycznej sile, ofensywa Nowej Soli wielokrotnie rozbijała się o nasz mur obronny. Wytrzymanie naporu rywala, grając w niedowadze, to dowód na ogromną dojrzałość taktyczną całego zespołu.

Młodzież zdobywa szlify

Cieszy fakt, że w tak gorącym, derbowym „kotle”, trenerzy zaufali młodości. Swoje minuty na parkiecie otrzymali Paweł Walczak, Jakub Wdowiak, Paweł Wrzos oraz Jakub Horbatowski. Dla tych młodych zawodników każda minuta w takim meczu jest na wagę złota i procentuje w przyszłości. Nie przestraszyli się rywala i dołożyli swoją cegiełkę do końcowego sukcesu.

Podsumowanie: ZEW Świebodzin – UKS Trójka Nowa Sól 33:28

Ostatecznie wygrywamy 33:28, kontrolując przebieg spotkania w drugiej połowie. To zwycięstwo buduje morale i pokazuje głębię naszego składu.

Na koniec mała refleksja: Zwycięstwo na terenie rywala zawsze cieszy, ale zwycięstwo odniesione bez trzech liderów smakuje podwójnie. Pokazaliśmy dzisiaj Nowej Soli, że aby pokonać ZEW, nie wystarczy liczyć na nasze osłabienia. Nawet „zraniony” ZEW gryzie najmocniej, a punkty jadą do Świebodzina – tam, gdzie ich miejsce.

Gratulacje dla całej drużyny za walkę i charakter!